Rolą twórcy jest tworzenie
15-02-2012
Do schowka
Promocja polskiego dizjanu przemysłowego poza granicami kraju – to cel Agaty Zielińskiej-Hryń i firmy DoopoDoopo z Londynu. Nam opowiada dlaczego i jak to robi.
- DoopoDoopo - co kryje się za tą nazwą?
- Zawsze uśmiecham się na to pytanie. Idea, jaka przyświecała przy wymyślaniu nazwy firmy, była jej zapamiętywalność, łatwość rozpoznania (graficznego), bynajmniej nie warstwa znaczeniowa. Warstwy znaczeniowej w DoopoDoopo nie ma, jest tylko żart. Troszeczkę może lingwistyczno-zjadliwy z pompatyczności Anglików i ich fenomenalnej, wycyzelowanej elokucji. Za każdym razem, gdy „prawdziwy” Anglik czyta na głos nazwę firmy – nie mogę powstrzymać się od śmiechu.
- Kto stoi za tą inicjatywą?
- Za DoopoDoopo stoję ja - Agata Zielińska-Hryń. Nie mam talentu w rękach, a zawsze chciałam. Przez całe życie dążyłam ścieżką Twórczości, różnorodnie pojmowanej. Studiowałam filologię, dziennikarstwo, Graphic Design, Interior Design, Product Design, ale przeważnie zazdrościłam, że inni potrafią lepiej. Kiedy wyjechałam za granicę, postanowiłam połączyć moją nostalgię i poczucie patriotyzmu z promocją tego, co kocham, a co inni potrafią lepiej. Ja potrafię ich wypromować.
Zespół DoopoDoopo współtworzą Michał Zieliński – mój mąż oraz Natalia Artemiuk – przyjaciółka i nasza, i projektu. Współpracujemy z Ambasadą Polską w Londynie, gdzie spotkaliśmy fenomenalnych ludzi, naprawdę chętnych do wspierania polskich inicjatyw. Planujemy rozszerzyć działalność na obszary Francji – tym zajmuje się Anna Kondziela oraz Hiszpanii – gdzie działa Chris Watson.
- Jakie zatem są kluczowe cele i zamierzenia DoopoDoopo?
- Cel nadrzędny to promocja sztuki polskiej, zwłaszcza dizajnu przemysłowego, poza granicami naszego kraju. Z tą myślą zakładana jest również Fundacja, której powyższy cel będzie przyświecał. Chcemy utworzyć w Londynie salon wystawienniczy dla polskich twórców połączony z galerią (działanie w toku), organizować imprezy (działanie w toku), pokazy, wystawy etc, rozsławiając naszych projektantów i ugruntowując ich pozycję w świecie.
- Co do tej pory udało się zrobić? Na czym skupiały się dotychczasowe działania?
- Bierzemy udział w różnego rodzaju targach, wystawiając produkty współpracujących z nami projektantów. Ostatnie takie imprezy to 100% Design London, Interiors 2012 Birmingham, Interiors Scottland. Prowadzimy też szeroką akcję PR - piszemy artykuły na temat polskiego designu (najnowszy mojego autorstwa ukaże się w lutowym numerze kwartalnika Ambasady Polskiej w Londynie oraz na ich stronie internetowej), piszemy i wysyłamy mnóstwo informacji i materiałów prasowych. Od pierwszego dnia kwietnia 2011 roku funkcjonuje butik internetowy, gdzie oferujemy tylko i wyłącznie autorskie produkty polskich projektantów. Wszystkie te działania mają rozsławiać i ugruntowywać polską markę na rynkach zagranicznych.
- Kto z polskich projektantów współpracuje z Doopodoopo i co to dla nich oznacza?
- Na dzisiaj jest to około 40 nazwisk, m.in. Agnieszka Bar, Asia Piaścik, AT Design, Bogdan Kosak, Boogie Design, Bellamy, Gagani, Gaul Deco, Iwona Kosicka, Joanna Rusin, Kafti, Karina Marusińska, Laskowscy Design, Limo Design, Makkirequ, Malaforem, Małgorzata Pękala, Monika Patuszyńska, Muka, Opera Gliniana, Pink Pug Design, Protein Design, Puff-Buff, Renata Kalarus, Sztuka Beskidzka, Tabanda, Szymon Hanczar, Wall Over. W toku są rozmowy także z innymi projektantami.
W tym miejscu muszę podkreślić, jak bardzo jesteśmy im wszystkim wdzięczni, że nam zaufali, że zechcieli w nasze ręce złożyć pewnego rodzaju odpowiedzialność za swoje imię. Ta świadomość jest fenomenalnym uczuciem, które dodaje skrzydeł i dopinguje, aby tym więcej dla nich robić. Uważam, że mamy w Polsce wielu zdolnych ludzi, o których nie wszystkim dane było słyszeć, i że informacje o nich i ich dziełach trzeba pchać w świat energicznymi ruchami. Rolą twórcy jest tworzenie, choć współczesny, krwiożerczy rynek często zmusza ich do zajmowania się marketingiem i wieloma innymi dziedzinami. Mam nadzieję, ze współpraca z Doopodoopo zdejmie z nich ciężar lęku o rozpoznawalność i przeniesie go na nasze barki. Niech twórcy tworzą, a ja będę o nich krzyczeć po świecie.
- Jak pojawienie się DoopoDoopo przyjął rynek angielski?
- Od 1 kwietnia 2011 roku, kiedy firma powstała (data, jak i nazwa, nieprzypadkowa), do września – nie działo się, mimo usilnej pracy, reklam etc, prawie nic. Dopiero udział w targach 100% Design London sprawił, że zostaliśmy dostrzeżeni, zdobyliśmy mnóstwo kontaktów oraz wiele wyrazów uznania i zainteresowania tak ze strony dekoratorów wnętrz, architektów, firm dystrybucyjnych, jak i prasy. Od tej pory bezustannie, każdego dnia, spotykamy się z a) zdziwieniem, że coś takiego jak dizajn przemysłowy istnieje w Polsce W OGÓLE, i b) z niesamowitym zainteresowaniem i sympatią, jeżeli chodzi o promowane przez nas wytwory. Zależy nam na tym, aby zmienić punkt a). Do tego dążymy!
- Zatem wytrwałości i sukcesów w działaniu. Dziękuję za rozmowę.
Barbara Sojko
fot. serwis DoopoDoopo
- Zawsze uśmiecham się na to pytanie. Idea, jaka przyświecała przy wymyślaniu nazwy firmy, była jej zapamiętywalność, łatwość rozpoznania (graficznego), bynajmniej nie warstwa znaczeniowa. Warstwy znaczeniowej w DoopoDoopo nie ma, jest tylko żart. Troszeczkę może lingwistyczno-zjadliwy z pompatyczności Anglików i ich fenomenalnej, wycyzelowanej elokucji. Za każdym razem, gdy „prawdziwy” Anglik czyta na głos nazwę firmy – nie mogę powstrzymać się od śmiechu.
- Kto stoi za tą inicjatywą?
- Za DoopoDoopo stoję ja - Agata Zielińska-Hryń. Nie mam talentu w rękach, a zawsze chciałam. Przez całe życie dążyłam ścieżką Twórczości, różnorodnie pojmowanej. Studiowałam filologię, dziennikarstwo, Graphic Design, Interior Design, Product Design, ale przeważnie zazdrościłam, że inni potrafią lepiej. Kiedy wyjechałam za granicę, postanowiłam połączyć moją nostalgię i poczucie patriotyzmu z promocją tego, co kocham, a co inni potrafią lepiej. Ja potrafię ich wypromować.
Zespół DoopoDoopo współtworzą Michał Zieliński – mój mąż oraz Natalia Artemiuk – przyjaciółka i nasza, i projektu. Współpracujemy z Ambasadą Polską w Londynie, gdzie spotkaliśmy fenomenalnych ludzi, naprawdę chętnych do wspierania polskich inicjatyw. Planujemy rozszerzyć działalność na obszary Francji – tym zajmuje się Anna Kondziela oraz Hiszpanii – gdzie działa Chris Watson.
- Jakie zatem są kluczowe cele i zamierzenia DoopoDoopo?
- Cel nadrzędny to promocja sztuki polskiej, zwłaszcza dizajnu przemysłowego, poza granicami naszego kraju. Z tą myślą zakładana jest również Fundacja, której powyższy cel będzie przyświecał. Chcemy utworzyć w Londynie salon wystawienniczy dla polskich twórców połączony z galerią (działanie w toku), organizować imprezy (działanie w toku), pokazy, wystawy etc, rozsławiając naszych projektantów i ugruntowując ich pozycję w świecie.
- Co do tej pory udało się zrobić? Na czym skupiały się dotychczasowe działania?
- Bierzemy udział w różnego rodzaju targach, wystawiając produkty współpracujących z nami projektantów. Ostatnie takie imprezy to 100% Design London, Interiors 2012 Birmingham, Interiors Scottland. Prowadzimy też szeroką akcję PR - piszemy artykuły na temat polskiego designu (najnowszy mojego autorstwa ukaże się w lutowym numerze kwartalnika Ambasady Polskiej w Londynie oraz na ich stronie internetowej), piszemy i wysyłamy mnóstwo informacji i materiałów prasowych. Od pierwszego dnia kwietnia 2011 roku funkcjonuje butik internetowy, gdzie oferujemy tylko i wyłącznie autorskie produkty polskich projektantów. Wszystkie te działania mają rozsławiać i ugruntowywać polską markę na rynkach zagranicznych.
- Kto z polskich projektantów współpracuje z Doopodoopo i co to dla nich oznacza?
- Na dzisiaj jest to około 40 nazwisk, m.in. Agnieszka Bar, Asia Piaścik, AT Design, Bogdan Kosak, Boogie Design, Bellamy, Gagani, Gaul Deco, Iwona Kosicka, Joanna Rusin, Kafti, Karina Marusińska, Laskowscy Design, Limo Design, Makkirequ, Malaforem, Małgorzata Pękala, Monika Patuszyńska, Muka, Opera Gliniana, Pink Pug Design, Protein Design, Puff-Buff, Renata Kalarus, Sztuka Beskidzka, Tabanda, Szymon Hanczar, Wall Over. W toku są rozmowy także z innymi projektantami.
W tym miejscu muszę podkreślić, jak bardzo jesteśmy im wszystkim wdzięczni, że nam zaufali, że zechcieli w nasze ręce złożyć pewnego rodzaju odpowiedzialność za swoje imię. Ta świadomość jest fenomenalnym uczuciem, które dodaje skrzydeł i dopinguje, aby tym więcej dla nich robić. Uważam, że mamy w Polsce wielu zdolnych ludzi, o których nie wszystkim dane było słyszeć, i że informacje o nich i ich dziełach trzeba pchać w świat energicznymi ruchami. Rolą twórcy jest tworzenie, choć współczesny, krwiożerczy rynek często zmusza ich do zajmowania się marketingiem i wieloma innymi dziedzinami. Mam nadzieję, ze współpraca z Doopodoopo zdejmie z nich ciężar lęku o rozpoznawalność i przeniesie go na nasze barki. Niech twórcy tworzą, a ja będę o nich krzyczeć po świecie.
- Jak pojawienie się DoopoDoopo przyjął rynek angielski?
- Od 1 kwietnia 2011 roku, kiedy firma powstała (data, jak i nazwa, nieprzypadkowa), do września – nie działo się, mimo usilnej pracy, reklam etc, prawie nic. Dopiero udział w targach 100% Design London sprawił, że zostaliśmy dostrzeżeni, zdobyliśmy mnóstwo kontaktów oraz wiele wyrazów uznania i zainteresowania tak ze strony dekoratorów wnętrz, architektów, firm dystrybucyjnych, jak i prasy. Od tej pory bezustannie, każdego dnia, spotykamy się z a) zdziwieniem, że coś takiego jak dizajn przemysłowy istnieje w Polsce W OGÓLE, i b) z niesamowitym zainteresowaniem i sympatią, jeżeli chodzi o promowane przez nas wytwory. Zależy nam na tym, aby zmienić punkt a). Do tego dążymy!
- Zatem wytrwałości i sukcesów w działaniu. Dziękuję za rozmowę.
Barbara Sojko
fot. serwis DoopoDoopo


