Tkaniny mają głos
30-01-2012
Do schowka
Każda wystawa potwierdza, że to co robimy ma sens – mówią Anna Kotowicz-Puszkarewicz i Artur Puszkarewicz, duet AZE design. Wkrótce w Sztokholmie zostanie pokazany ich dywan Nodus.
Szydełkowany dywan Nodus polskiego duetu projektowego AZE design zostanie pokazany na wystawie „Talking textils” w Sztokholmie. Wystawa ta jest autorskim wyborem projektów dokonanym przez kuratorkę Li Edelkoort, uznawaną za jedną z najbardziej wpływowych osób w świecie designu. Są to projekty, które na nowo definiują tekstylia i techniki ich wytwarzania, zapowiadają też powrót tkanin do wnętrz, w których przebywamy. Na wystawie, obok AZE design, będzie można zobaczyć prace sławnych projektantów, takich jak: Paticia Urquiola, Fernando&Humberto Campana, Tokujin Yoshioka, Marteen Baas, Studio Job czy Bokia.
„Talking textils” jest jedną z imprez w ramach Stockholm Design Week 2012. Zobaczyć ją można w dniach 3-7.02.2012 w przestrzeni wystawienniczej Design Hall.
NAJWAŻNIEJSZE SĄ PASJA I OTWARTOŚĆ
- Jak nastroje? Już tylko dni do wernisażu i otwarcia w Sztokholmie wystawy „Talking textils”, na której będzie można zobaczyć m.in. wasz dywan Nodus.
- Czapki, rękawice i ciepła bielizna już przygotowane – o gorącą atmosferę powinna zadbać kuratorka Li Edelkoort. A tak całkiem poważnie to każda wystawa tego formatu jest naprawdę bardzo ważnym wydarzeniem i potwierdza, że to co robimy ma sens i jest istotne w wymiarze nie tylko lokalnym.
- Nodus skończył już pięć lat. Opowiedzcie jego historię…
- Właściwie to pytanie uświadomiło nam, że ponad pięć lat temu pierwszy raz trafiliśmy do pewnej starszej, wyjątkowo energicznej kobiety, która wielkim, wyklepanym własnoręcznie szydłem z aluminiowego drutu „szydełkowała” dywany. Wykonywała je z pociętych starych ubrań, worków i innych całkowicie już nieprzydatnych w jej gospodarstwie domowym tekstyliów. Dzieliła te tkaniny kolorami i gatunkami, wykonywała nieporadne szkice wzorów i według nich przygotowywała dywany, które potem najczęściej rozdawała. Poza tym w jej małym domu wszystko było pokryte tkaninami. Małe, średnie i duże serwetki, abażury lamp, siatka na zakupy. Stwierdziliśmy, że warto wykorzystać ten potencjał i stworzyć wzór dywanu, który będzie wielką serwetką. Przyjechaliśmy ze swoimi rysunkami, zwojami sznura i … słupek, oczko, słupek i tak przez 1.500 m sznura. Ta technika ma tę zaletę, że sznurek zawsze można spruć i zrobić od nowa.
Tak powstał pierwszy wzór, który zanim trafił do sprzedaży przeszedł jeszcze sporą przemianę. Teraz dywany są wykonywane przez podlaskie kobiety, często nasze bliższe lub dalsze sąsiadki – dzięki czemu udaje nam się realizować ideę dizajnu zaangażowanego społecznie.
- Dlaczego sukces Nodusa nie przerodził się w szydełkowy serial kontekstów i nowych zastosowań?
- Nodus powstał w pewnym momencie naszej drogi zawodowej. Potem poszliśmy dalej. Nie należymy do projektantów, którzy mogą w nieskończoność projektować krzesła – to nie leży w naszej naturze. Potrzebujemy ciągłego mierzenia się z nowymi wyzwaniami projektowymi.
- Nodus to nie jedyna rzecz osadzona w tradycji rękodzieła. Inne to choćby wyplatane ze słomy lampy Koko`n czy sofa Ayu. Czy trudno jest przekonać podlaskiego rękodzielnika, aby tworzył rzeczy według współczesnego projektu, a nie tak jak nauczył go ojciec, a on nauczy swego syna?
- Wszystko zależy od człowieka i jego zapatrywania się na rzeczywistość. Wierzymy w to, że przedmiot musi odpowiadać potrzebom współczesnego człowieka – jeśli trafimy na takiego rzemieślnika to z chęcią korzystamy z jego doświadczeń i wtedy pojawiają się nowe formy. Niestety, jest to dość rzadka sytuacja. Zdecydowanie łatwiej znaleźć jest osobę, którzy wierzy w sukces glinianych „dwojaków” zamienionych w doniczki lub słomianych amfor.
- Jak szukacie ludzi do wykonywania waszych projektów? Czym ich zjednujecie?
- Rzemieślnicy stają się gatunkiem ginącym – ich praca staje się coraz bardziej ekskluzywna i traci swoją „demokratyczność”. Być może taki kierunek jest naturalny dla rzemiosła – co nie zmienia faktu, że znalezienie odpowiedniej osoby i nadawanie na tych samych „falach” jest trudne. Nie mamy chyba żadnych specjalnych sposobów na zjednanie wykonawcy - najważniejsze są pasja i otwartość.
- A tak z innej strony, nad czym teraz pracujecie?
- Równolegle nad kilkoma projektami. Pojawią się na rynku wiosną tego roku. Nie możemy, niestety, zdradzać szczegółów – poza tym nie byłoby wtedy niespodzianki.
- No, dobrze… Czekam więc z zaciekawieniem.
Barbara Sojko
fot. archiwum AZE design
AZE Design to dwójka projektantów - Anna Kotowicz-Puszkarewicz i Artur Puszkarewicz. Swoje studio projektowe powołali w 2006 roku. Tworzą na pograniczu grafiki użytkowej, architektury, sztuki. Ich prace były już wielokrotnie prezentowane na krajowych i zagranicznych wystawach oraz wyróżniane prestiżowymi nagrodami. Mieszkają i tworzą na Podlasiu, dla inspirujących uroków którego porzucili Warszawę.
„Talking textils” jest jedną z imprez w ramach Stockholm Design Week 2012. Zobaczyć ją można w dniach 3-7.02.2012 w przestrzeni wystawienniczej Design Hall.
NAJWAŻNIEJSZE SĄ PASJA I OTWARTOŚĆ
- Jak nastroje? Już tylko dni do wernisażu i otwarcia w Sztokholmie wystawy „Talking textils”, na której będzie można zobaczyć m.in. wasz dywan Nodus.
- Czapki, rękawice i ciepła bielizna już przygotowane – o gorącą atmosferę powinna zadbać kuratorka Li Edelkoort. A tak całkiem poważnie to każda wystawa tego formatu jest naprawdę bardzo ważnym wydarzeniem i potwierdza, że to co robimy ma sens i jest istotne w wymiarze nie tylko lokalnym.
- Nodus skończył już pięć lat. Opowiedzcie jego historię…
- Właściwie to pytanie uświadomiło nam, że ponad pięć lat temu pierwszy raz trafiliśmy do pewnej starszej, wyjątkowo energicznej kobiety, która wielkim, wyklepanym własnoręcznie szydłem z aluminiowego drutu „szydełkowała” dywany. Wykonywała je z pociętych starych ubrań, worków i innych całkowicie już nieprzydatnych w jej gospodarstwie domowym tekstyliów. Dzieliła te tkaniny kolorami i gatunkami, wykonywała nieporadne szkice wzorów i według nich przygotowywała dywany, które potem najczęściej rozdawała. Poza tym w jej małym domu wszystko było pokryte tkaninami. Małe, średnie i duże serwetki, abażury lamp, siatka na zakupy. Stwierdziliśmy, że warto wykorzystać ten potencjał i stworzyć wzór dywanu, który będzie wielką serwetką. Przyjechaliśmy ze swoimi rysunkami, zwojami sznura i … słupek, oczko, słupek i tak przez 1.500 m sznura. Ta technika ma tę zaletę, że sznurek zawsze można spruć i zrobić od nowa.
Tak powstał pierwszy wzór, który zanim trafił do sprzedaży przeszedł jeszcze sporą przemianę. Teraz dywany są wykonywane przez podlaskie kobiety, często nasze bliższe lub dalsze sąsiadki – dzięki czemu udaje nam się realizować ideę dizajnu zaangażowanego społecznie.
- Dlaczego sukces Nodusa nie przerodził się w szydełkowy serial kontekstów i nowych zastosowań?
- Nodus powstał w pewnym momencie naszej drogi zawodowej. Potem poszliśmy dalej. Nie należymy do projektantów, którzy mogą w nieskończoność projektować krzesła – to nie leży w naszej naturze. Potrzebujemy ciągłego mierzenia się z nowymi wyzwaniami projektowymi.
- Nodus to nie jedyna rzecz osadzona w tradycji rękodzieła. Inne to choćby wyplatane ze słomy lampy Koko`n czy sofa Ayu. Czy trudno jest przekonać podlaskiego rękodzielnika, aby tworzył rzeczy według współczesnego projektu, a nie tak jak nauczył go ojciec, a on nauczy swego syna?
- Wszystko zależy od człowieka i jego zapatrywania się na rzeczywistość. Wierzymy w to, że przedmiot musi odpowiadać potrzebom współczesnego człowieka – jeśli trafimy na takiego rzemieślnika to z chęcią korzystamy z jego doświadczeń i wtedy pojawiają się nowe formy. Niestety, jest to dość rzadka sytuacja. Zdecydowanie łatwiej znaleźć jest osobę, którzy wierzy w sukces glinianych „dwojaków” zamienionych w doniczki lub słomianych amfor.
- Jak szukacie ludzi do wykonywania waszych projektów? Czym ich zjednujecie?
- Rzemieślnicy stają się gatunkiem ginącym – ich praca staje się coraz bardziej ekskluzywna i traci swoją „demokratyczność”. Być może taki kierunek jest naturalny dla rzemiosła – co nie zmienia faktu, że znalezienie odpowiedniej osoby i nadawanie na tych samych „falach” jest trudne. Nie mamy chyba żadnych specjalnych sposobów na zjednanie wykonawcy - najważniejsze są pasja i otwartość.
- A tak z innej strony, nad czym teraz pracujecie?
- Równolegle nad kilkoma projektami. Pojawią się na rynku wiosną tego roku. Nie możemy, niestety, zdradzać szczegółów – poza tym nie byłoby wtedy niespodzianki.
- No, dobrze… Czekam więc z zaciekawieniem.
Barbara Sojko
fot. archiwum AZE design
AZE Design to dwójka projektantów - Anna Kotowicz-Puszkarewicz i Artur Puszkarewicz. Swoje studio projektowe powołali w 2006 roku. Tworzą na pograniczu grafiki użytkowej, architektury, sztuki. Ich prace były już wielokrotnie prezentowane na krajowych i zagranicznych wystawach oraz wyróżniane prestiżowymi nagrodami. Mieszkają i tworzą na Podlasiu, dla inspirujących uroków którego porzucili Warszawę.


